niedziela, 29 grudnia 2013

OBIETNICE PO ZMIERZCHU Sadie Matthews

Długo oczekiwana ostania część trylogii. Cieszę się niezmiernie, że wydawnictwo postanowiło w końcu ją wydać. Byłoby to dziwne, gdyby dwie części ujrzały światło dzienne, a trzecia już nie. Na szczęście plotki były nie sprawdzone, a ja jestem właśnie po lekturze wersji papierowej. Przy okazji dziękuję za wersję elektroniczną, którą dostałam wcześniej.

Czy mi się podobała? Zdecydowanie lepsza była od części drugiej, którą uważam za najsłabszy element tej serii. Do fenomenu jednak bym jej nie zaliczyła. Była poprawna. Ta część zawierała zdecydowanie mniej scen erotycznych, a te  które były stanowiły dopełnienie całej historii. Czego na pewno nie można powiedzieć o dwójce, która naszpikowana była seksem mało ciekawym.

Niestety o ile Dominic w części pierwszej wzbudził moją sympatię, to  w części drugiej bezapelacyjnie ją stracił, a  trzecia w żaden sposób go nie zrehabilitowała. Jak można być w związku, planować przyszłość i nie mówić nic swej partnerce? A co najśmieszniejsze wymagać od niej bezgranicznego zaufania. Fajnie że mają swe upodobania, i tak się dopełniają, ale ich relacje PAN i uległa, nie miały być tylko w sypialni? Czy ja czegoś nie zrozumiałam?

Sama Beth nie była lepsza.  Przez połowę części drugiej i jedną trzecią tej zastanawiała się z kim uprawiała seks. Zamiast zwyczajnie zapytać. Pozwala traktować się jak lalka, która zatańczy tak, jak jej się zagra. Nie podoba mi się taka kontrola mężczyzn w jej otoczeniu. Kreacja jej postaci zupełnie do mnie nie przemawia, a wręcz odstrasza...

Dużym rozczarowaniem dla mnie była postać Aleksieja. W drugiej części jako jedyny, zapowiadał się na ciekawy wątek. W początkach trzeciej też mi się jeszcze podobał, ale później szybko się to rozwiało. Gdzieś znikł twardy gangster, który na samym końcu ucieka z podkulonym ogonem. Za szybko, jak dla mnie oczywiście, wszystko się rozwiązało, a pokonanie Aleksieja było za proste.
     
Osobiście nie przepadam za zbyt długimi opisami otoczenia, które w całej serii się utrzymywały  i spowalniały całą akcję. Wolę zdecydowanie bardziej dynamiczny styl pisania, więc może po części moje odczucia po tej lekturze są tym spowodowane. Po drugie, zdecydowanie wolę czytać o silnych, pewnych siebie kobietach, niż o takich jak wspomniana Beth. Dlatego też bardzo szybko zapomnę o przeczytaniu tej serii, gdyż nie utkwi mi ona w pamięci na długo. I tak jak wspomniałam na początku cieszę się że wydawnictwo ją wydało, gdyż najgorsze dla czytelnika jest urwanie serii w połowie. Natomiast przykro mi, gdyż autorka nie wyciągnęła wniosków i opinii czytelniczych po drugim tomie. 

Tą część oceniam na sześć punktów na skali dziesięciopunktowej. Polecam ją osobom, które lubią czuć się zdominowane w związku, gdyż ta tematyka będzie im bardziej odpowiadać. Poniżej lista z linkami do poprzednich wersji i podobnych pozycji...


niedziela, 22 grudnia 2013

SPEŁNIJ MNIE Julie Kenner

Ostatnia część trylogii Starka na szczęście już za mną. Cieszę się i wiem, że już do niej na pewno nie wrócę. Po przeczytaniu pierwszej części zapowiadała się cała seria na świetny bestseler. Niestety druga nie utrzymała standardu, a do trzeciej można zajrzeć na ostatnie pięćdziesiąt stron i tak nic wam nie umknie.

Zupełnie zero akcji, zaskoczenia. Wszystko się toczy tak płytko, jak po prostej linii. Bohaterowie ciągle borykają się z tymi samymi problemami. Nawet prosty język nie obronił tej pozycji. Czytając ją, ciągle zastanawiałam się ile mam jeszcze do końca, a zupełnie nie skupiałam się na treści.

Z drugiej strony za wiele tej treści nie było. Naszpikowana była od początku do końca scenami erotycznymi, które owszem jak to przystało na pozycję erotyczną powinny być, ale brakowało mi czegoś poza tym. Mam wrażenie, że autorce zabrakło pomysłu na rozwinięcie, a całość napisana jest tak od niechcenia, zwyczajowo na kolanie.

Nie wiem jak w oryginale, ale tutaj wydawnictwo się nie popisało. Błąd, błędem poganiany. Przez co w pewien sposób zakłócało to mój odbiór. Zdaję sobie sprawę, że tłumacze nie są maszynami, ale litości szanujcie trochę czytelnika. Powoli zaczyna mnie to drażnić...

A wracając do książki, to co jeszcze można o niej powiedzieć... Bohaterowie po przejściach, z pełnym bagażem doświadczeń z przeszłości, niekoniecznie tym dobrym i wartym zapamiętania. Walczą. Ich miłość do siebie pomaga zwalczać te niedogodności. Stanowią dla siebie oparcie w ciężkich chwilach. I to w tej książce jest na pewno na plus. Ale o ile w pierwszej części Damian Stark był charyzmatyczny i ciekawy, to w tej jest strasznie mdły i przewidywalny. To jego ciągłe zamykanie się w sobie i odtrącanie najbliższej osoby powoli robiło się irytujące.

Nie mniej denerwująca była sama Nikki Farichild, której potrzeba bycia idealną dla swego partnera, aż biła po oczach. Zgadzam się, z faktem że bliską osobę należy wspierać, być dla niej oparciem. Może i autorka, tak to widziała, ale do mnie jakoś to nie przemawia. Ich wzajemne wsparcie, dla osoby postronnej było bardzo toksyczne, a momentami wręcz dziwne. Na pewno nie muszą udawać się do lekarzy, gdyż w ich przypadku seks jest lekarstwem na wszystko.

Nie za bardzo wiem, co mogę wam jeszcze opisać. Mi osobiście się ona nie podobała, poza oczywiście zakończeniem, które niestety jest tylko jednym z wielu elementów książki. Dam jej tylko pięć punktów i nie zachęcam was do przeczytania. Jeżeli nie zaczęliście czytać trylogii Starka, to nie zaczynajcie. Jeżeli natomiast już przeczytałyście pierwszy tom, to musicie się liczyć z tym , że kolejne będą już tylko gorsze. Na prezent odradzam...

 1. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Uwolnj mnie" Julie Kenner
 2. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Wezwij mnie" Julie Kenner:
 3. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Gdybym była Tobą" Lisa Renee Jones
  
 

niedziela, 8 grudnia 2013

DOTYK OSZUSTA Mia Marlowe

Trzecia już część serii Mii Marlowe za mną. I mam taki lekki niedosyt. O ile początek mi się strasznie dłużył, tak później przybrała ona zdecydowanie tempa. Tylko że czegoś mi brakowało, a do końca sama nie wiem czego. Może po prostu się czepiam, a może powoli takie proste i lekkie opowieści mnie już nudzą, albo, jak to mawiają, nie ten czas i nie to miejsce. 

Nie mogę jej tak naprawdę niczego zarzucić. Bardzo podobna była do swych poprzedniczek. Nawet główni bohaterowie nie byli idealni i bogaci. Co uważam za duży plus. Tylko że, po przeczytaniu szybko o niej zapomnę. A tego samego nie mogę powiedzieć o części pierwszej, która strasznie mnie zaskoczyła, oczywiście na plus, zarówno okładką jak i samą historią. Dlatego osobiście skłaniam się do "Dotyku złodziejki", ale jeżeli już przeczytałam, to kilka słów o tej pozycji.

Wspomniałam wyżej o bohaterach, którzy nie byli idealni. Hrabia nie był bogaty, a Emmaline nie tylko była oszustką i złodziejką, ale także zdradziła swego prawie narzeczonego. To postacie odbiegają nieco od przyjętej normy obecnej w tego typu literaturze. Oczywiście stanowi to ich wielki atut, bo ileż można czytać o tym samym. Nie pomogło to jednak na tyle, bym nie mogła tej książki odłożyć, na rzecz serialu w telewizji.

Dialogi między nimi były zabawne, momentami komiczne, więc to ewidentnie wpłynęło na lepszy odbiór. Do tego prosty język po części się do tego stanu przyczynił. Same postacie drugoplanowe wzbogaciły całą historię i stanowiły wspaniałe dopełnienie. Szczególnie wskazać muszę lorda Northopa, który stał się moim ulubieńcem. Ale to wszystko to ciągle za mało...

Jak w każdej z poprzednich części, tak i w tej istnieje wątek fantastyczny. W tym przypadku jest to dotyk samego hrabiego. Umiejętność ta przejawia się w tym, że potrafi on przewidzieć przyszłość osoby, której przedmiot dotyka. Talent lub przekleństwo według hrabiego, może i fajny, ale nie był on tutaj tak mocno wyeksponowany. Za mało było połączeń z całą wątpliwą akcją. To mnie troszkę raziło.

Jak przystało na książkę dla kobiet nie zabrakło tu również scen łóżkowych, ale podane są one w dość delikatny sposób. Bez wulgaryzmów i sprośności.  Stanowią więc miły dodatek i nie zakłócają delikatnej całości. Bo otwarcie trzeba przyznać, że to lekka i prosta lektura na samotny wieczór. Spełni się znakomicie jako odskocznia od rzeczywistości. Nie wymaga myślenia i zbytniego skupiania się. Wielkich wrażeń po przeczytaniu też nie oczekujcie, bo ich na pewno nie znajdziecie. Gdybym miała ją ocenić liczbowo, to dałabym jej pięć punktów w skali dziesięciopunktowej.

Poniżej jeszcze lista podobnych pozycji:
1.  P O L E C A N E K O B I E T O M : Dotyk złodziejki Mia Marlowe
 

niedziela, 1 grudnia 2013

ROZKOSZE NOCY Sylvia Day

Zamawiając tę pozycję w sklepie internetowym, byłam święcie przekonana że to kolejny tom przygód Gideona Crossa. Szata graficzna okładki łudząco podobna do pozostałych, więc bez czytania informacji uzupełniających od razu ją zakupiłam. Nawet nie przypuszczacie, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy po odebraniu towaru okazało się że to zupełnie inny Cross, a książka opowiada o zupełnie innej historii, do której zaraz dotrę...

Chciałabym przed tym pochwalić kunszt pisarski Sylvi Day. Nie przeczytałam może zbyt wiele jej pozycji, ale jak do tej pory po którą bym nie sięgała, nie zawiodła mnie. Czy to był typowy romans współczesny, czy romans historyczny, czy tak jak w tym przypadku fantastyka, to zawsze jest to świetnie napisana opowieść, która trzyma w napięciu, a relacje między bohaterami ją dopełniają i razem tworzą spójną całość.

Podobnie było i w tym przypadku. Początek spokojniejszy, wprowadza nas w świat wykreowany przez autorkę. A gdy przyzwyczajamy się do tego tempa, nagle ulega ono zmianie i akcja przybiera nieoczekiwany obrót. Momentami naprawdę mnie zaskakiwała. Poza tym sam świat wykreowany nasuwa wiele możliwości. Co prawda uczciwie muszę przyznać, że wiele z nich nie zostało wykorzystanych. Choć można było wyciągnąć jeszcze z tego sporo. Autorka skupiła się bardziej na relacjach, a wątek fantastyki potraktowała tak trochę pobieżnie. Co po części skutkuje moim niedosytem. Mam nadzieję, że drugi tom nadrobi niedociągnięcia tego.

Niewątpliwie i niezaprzeczalnie czyta się ją w ekspresowym tempie. To oczywiście zasługa prostego języka i samej historii przedstawionej. Strasznie zraził mnie jednak na stronie 261 błąd w imieniu bohatera  ("Cross"? lub "Connor"?), który wprowadził  duży zamęt. Przypuszczam, że to wina wydawnictwa, ale to świadczy o podejściu do czytelnika i odbija się bezpośrednio na książce. Ostatnio nie spotkałam takiej, która nie miałaby jakiegoś błędu, czy to stylistycznego, czy ortograficznego. Rozumiem, że każdy może się pomylić, ale dlaczego ja, i wielu innych czytelników, którzy jako osoby niewykwalifikowane dostrzegają błędy osób, które w tej dziedzinie powinny być specjalistami i biorą za to pieniądze, a błędów tych nie wyłapują lub przymykają oko. Na to pytanie powinno sobie odpowiedzieć już samo wydawnictwo. Książki papierowe obecnie kosztują nie mało, więc wydając na nie pieniądze chciałabym dostać produkt pełnowartościowy, pozbawiony wad. Ale to dyskusja nie na tę chwilę, gdyż zbaczam z tematu.

A wracając do książki, to autorka świetnie buduje napięcie i emocje między bohaterami. Sceny erotyczne dopięte są na ostatni guzik. Drobiazgowe opisy i dosadne słownictwo nie pozostawiają dużego pola na domysły a emocje udzielają się samemu czytelnikowi. Momentami odbiór zakłócały tylko sztuczne dialogi, ale na nie po prostu przymykałam oko.

A gdybym miała określić główne postacie jednym słowem, to byłby to wyraz IDEAŁ. Zarówno Lyssa Bates, piękna pani weterynarz, jak i kapitan Aidan Cross, przystojny Strażnik Snów, na brak zainteresowania ze strony przeciwnej nie mogą narzekać. Ale z drugiej strony obecnie panuje moda na przystojnych miliarderów spełniających wszystkie zachcianki swej kobiety i piękne kobiety, które podporządkowują się swym facetom. Nie powinien nikogo więc dziwić taki stan i dobór postaci. I choć Aidan nie jest bogaty, to innych atutów mu nie brakuje i stanowczo zalicza się do tej  modnej kategorii. Podobnie zresztą jak i sama Lyssa. Nie są to postacie z krwi i kości, ale spotykałam już gorszych. Ja osobiście ich polubiłam.

Spotkałam już tyle opisów treści, więc nie będę jej kolejny raz odtwarzać. Jeżeli szukacie książki na rozluźnienie, by miło spędzić czas z wciągającą lekturą, to ta pozycja jest zdecydowanie dla was. Na obecne zimowe wieczory przy kominku, z kieliszkiem wina jak znalazł :-). Jeżeli miałabym ją ocenić, to dałabym jej siedem punktów na dziesięć. A jeżeli szukacie podobnych lekkich lektur, to poniżej kilka z nich:

1.   P O L E C A N E K O B I E T O M : OBROŃCA NOCY Agnieszka Lingas - Łoniewska
2.   P O L E C A N E K O B I E T O M : "Wyspa trzech sióstr" Nora Roberts

niedziela, 24 listopada 2013

OBROŃCA NOCY Agnieszka Lingas - Łoniewska

Pierwsze, czym udało się autorce zwrócić moją uwagę to szata graficzna okładki. Od razu wiedziałam, że muszę ją mieć i nawet chwili się nie zastanawiałam przed kupieniem. Fantastyka połączona z tajemnicą, namiętnością i sensacją to coś, co ja lubię najbardziej a co ewidentnie od niej biło. O wiele dłużej mi przyszło przyswojenie tematyki w połączeniu z tą pisarką. Iście zaskakujące połączenie, którego się nie spodziewałam. Czytałam wcześniej kilka jej pozycji w zupełnie innym stylu, więc tą tematykę jakoś ciężko mi było sobie z nią utożsamić.

Dlatego też, gdy tylko do mnie dotarła, od razu wzięłam się za czytanie. I oczywiście jak każda książka tej autorki z którą miałam styczność, ta również mnie nie zawiodła. Może tylko sam fakt, że tak szybko się skończyła. Z wielkim przejęciem czekam na drugi tom. Bo po takim zakończeniu nie wyobrażam sobie, aby zabrakło części drugiej. Tyle niedopowiedzeń, tyle niewyjaśnionych spraw. Mam nadzieję że długo czekać nie będę musiała.

Jeżeli o zakończeniu mowa, to ewidentnie wyjęte z "Zakrętów losu", ale mnie akurat to nie przeszkadza. Tamta książka także mi się podobała, była zdecydowanie bardziej realniejsza, więc żadnych pretensji nie roszczę. Styl autorki, lekkość oraz prostota wypowiedzi się nie zmieniła.

I tak chyba podobieństwa się kończą.

Przede wszystkim w tej pozycji panuje klimat iście amerykański. Jest to po części zasługa bohaterów ale i miejsca w którym toczy się akcja. Zarówno ona, czyli Melisa Mallory jak i on, James Maseratti to typowi przedstawiciele właśnie amerykańskich bohaterów literackich. Sposób bycia, zachowania i wypowiedzi ewidentnie na to wskazuje. Do tego James jako miliarder, zakochany bez pamięci w Melisie tak bardzo podobny jest do Christiana Greya, Gideona Crossa lub Jeremiaha Hamiltona. Same zdecydujcie, którego można podstawić. Każdy z nich się nada. Mnie osobiście pasuje najbardziej Grey, z prostej przyczyny: Pierwsza styczność z Jamsem ukazuje go jako twardego, silnego, pewnego siebie mężczyznę z twardym charakterem. Po głębszym poznaniu, jego charakter jednak gdzieś przepada, i to co w nim było najbardziej pociągające znika. Podobne odczucia miałam w stosunku do Christaiana Greya. Stąd me porównanie. Mam nadzieję i gorąco trzymam kciuki, by w następnej części już bardziej z nim się nie utożsamiał.

Co do Melisy Mallory, to przypomina mi Louis Lane z "Powrotu Supermena". Wygadana, twarda, pewna siebie z ciętym językiem dziennikarka, która nie boi się ryzyka. To ona wprowadza do tego opowiadania klimat i według mnie jest najlepszą i najciekawszą postacią. Co prawda jej charakter lekko łagodnieje przy panu Masseratim, ale mam nadzieję że to nie wszystko na co ją stać, i jeszcze zobaczymy jej pazurki i seksowne skarpetki :-)

Podoba mi się zamysł autorki nad fabułą, aczkolwiek akcja jest dla mnie za bardzo przewidywalna. Nic nie trzyma w napięciu. Wszystko idzie jak po nitce do kłębka, bez żadnych supełków.  Stanowczo za prosto, jak na sensację. Całości na pewno bronią elementy fantastyczne, czyli sam Nocny Łowca i jego niecodzienne umiejętności. Tylko dlaczego było tego tak mało. Całość nie rozczarowała mnie, ale też nie wstrząsnęła mną jak wspomniane wcześniej "Zakręty losu". Drugi tom na pewno przeczytam z ciekawości. Mogę jej dać siedem punktów na dziesięć możliwych i na tym zakończyłabym swe rozważania. Nie ma sensu opisywać wam treści, więc do zobaczenia za niedługo.

Podobne pozycje:

1. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Zakręty Losu. Historia Lukasa" Agnieszka Lingas - Łoniewska
2.  P O L E C A N E K O B I E T O M : "Mistrz" Katarzyna Michalak

  

poniedziałek, 11 listopada 2013

"Na Każde Jego Żądanie. O Dwa Słowa Za Dużo" Sara Fawkes

Ta książka była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Pochłonęłam ją w iście rekordowym tempie. Dlaczego? Trzymała w napięciu i zaskakiwała do samego końca. Podchodziłam do niej tym bardziej sceptycznie, ponieważ przeczytałam pierwszą część tej serii, która w żaden sposób mnie nie urzekła. Była tak strasznie podobna do "Pięćdziesięciu twarzy Greya", że aż mdliło. A tu takie zaskoczenie. Rzadko się zdarza, aby druga część była lepsza od swej poprzedniczki, ale tej zdecydowanie się udało. I muszę przyznać, że lubię takie zaskoczenie, a jeszcze bardziej takie pozycje w literaturze. Zupełnie nie żałuje, że po nią sięgnęłam.

Po pierwsze już gołym okiem widać, że okładka jest bardziej ciekawa od swej poprzedniczki. Ten sam odcień, podobne odwołanie do Greya, a jednak, przynajmniej do mnie bardziej przemawia ta. Po drugie, o ile pierwsza część miała kiepską fabułę i mało ciekawą akcję, to ta jest nimi naszpikowana od samego początku do końca. Ciągłe zwroty akcji, zmiany miejsc przez naszych bohaterów utrzymywały dynamikę do ostatniej stronicy. Warto było czekać tak długo na drugą część.

W pierwszej części wiele zastrzeżeń miałam również do bohaterów, którzy byli mało plastyczni. Tutaj tych bohaterów nie ma. To tak jakby ktoś ich podmienił i na ich miejsce postawił nowych, ciekawych i bardzo realnych. Bo tak na przykład Jeremiah, oczywiście nadal jest miliarderem, ale uczy się wyrażać również swe uczucia. Potrafi pojechać z grubej rury w rozmowie, ale o dziwo uczy się także mówić przepraszam. W tej części musi oddać całą kontrolę osobom trzecim, a jest to jego bezwzględna pięta achillesowa. To zupełne przeciwieństwo Jeremiaha z części pierwszej.

Podobnie sytuacja przedstawia się w stosunku do Lucy, która wychodząc z domu miliardera w prezencie dostała odwagę i przede wszystkim rozum. Oczywiście nie jest obecnie ideałem, ale też nie jest tak strasznie płytka jak w poprzedniczce. Nadal popełnia błędy, ale te jestem już w stanie tolerować. No może nie wszystkie... Jeszcze gdzieniegdzie można znaleźć momenty jej głupoty, ale nie są one tak rażące i zdecydowanie jest więcej elementów na plus. 

Trzecią ważną postacią, o której warto wspomnieć jest Lucas. W pierwszej części opisywany był jako marnotrawny brat Jeremiego i grał tylko jako dopełnienie historii. Tu, jako przemytnik broni jest zdecydowanie moim ulubieńcem. Jego postać jest bogatsza, pełniejsza i realistyczna, a przy okazji najbardziej zaskakująca. To czarny koń tej serii. To taki niegrzeczny chłopiec, który jak się okaże nie będzie tym, za kogo go do tej pory braliśmy.

Poza tymi trzema najważniejszymi postaciami znajdziemy tu jeszcze kilka postaci drugoplanowych, równie ciekawych. Stanowić one będą dopełnienie całej historii i w szczególności losów naszych bohaterów. A jeżeli o bohaterach mowa to tylko dwa zdania o fabule. Już wspomniałam wyżej że zaskakiwała i trzymała w napięciu. Poza tym naszpikowana była akacją do samego końca. Elementy romansu i dramatu także się znajdą, w końcu to gatunek literatury erotycznej. Ale zdecydowanie sceny erotyczne stanowić będą tylko uzupełnienie a główny nacisk położony będzie na akcję.

W kilku miejscach znalazłam błędy stylistyczne, ale pretensje można mieć już tylko do wydawnictwa, które puściło egzemplarz do druku z literówkami. Źle to świadczy o jego podejściu do czytelnika. Niedopowiedzeniem była także ilość części. Według mnie ta jest ostatnia, ponieważ kończy się epilogiem. A do tej pory słyszałam o trzech. Ciekawa jestem, gdyż ewidentnie brakuje mi zakończenia dotyczącego postaci Lucasa.

Nie chcę wam w żaden sposób zdradzić treści, gdyż gorąco zachęcam abyście przeczytały tą część. Zupełnie nie musicie się obawiać, że w jakimś stopniu powieli się historia Christiana Greya. Cieszę się bardzo że autorka wzięła sobie z poprzedniej części krytykę czytelników do serca, nie poddała się, tylko poprawiła i napisała naprawdę fajną dalszą część. Dla mnie to pozycja na ósemkę na skali dziesięciopunktowej. I na prawdę nie bójcie się i zajrzyjcie do środka.

Podobne pozycje;
1. http://polecanekobietom.blogspot.com/2012/11/sara-fawkes-na-kazde-jego-zadanie.html
2. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Uwolnj mnie" Julie Kenner
3.  Sylvia Day "Dotyk Crossa"
4.  P O L E C A N E K O B I E T O M : "Gdybym była Tobą" Lisa Renee Jones

sobota, 9 listopada 2013

P. C. Cast "Powrót bogini tom I i II

Kolejna część przygód bogini Shannon. Poniżej opisuję od razu dwa tomy, gdyż w żaden sposób nie ma ich jak podzielić, a w gruncie rzeczy opowiadają o tym samym. Podobnie było z "Wybranką bogów", która podzielona była również na dwie pozycje. Co prawda zabiegu tego, w żaden sposób nie rozumiem, gdyż stanowią one jedną całość. Przypuszczam, że to zabieg typowo marketingowy, a konkretniej finansowy, gdyż każda z dwóch części ukazała się w  tym samym czasie.

Jeżeli ktoś lubi fantastykę, w połączeniu z magią i nadprzyrodzonymi mocami z dużą dawką romansu, to ta pozycja jest przeznaczona specjalnie dla niego. Mnie osobiście urzekł świat Parthalonu przedstawiony przez autorkę. Aczkolwiek lekko skłaniałabym się ku "Wybrance bogów", która była bardziej zaskakująca i intrygująca. W "Powrocie.." jest już troszkę inaczej. Pierwsza część zupełnie mnie nie zaskoczyła. Spowodowane to było w głównej mierze faktem, iż autorka przypominała wydarzenia z poprzedniej serii. Ciekawe to mogło być, dla osoby która nie czytała "Wybranki...", natomiast dla osoby takiej jak ja, która przebrnęła przez dwa wcześniejsze tomy, te przypominania i powroty były po prostu nudne i nużące. Dłużyły się strasznie, i nie obronił tego nawet cięty język naszej głównej bohaterki.

Dopiero druga część pozwoliła wrócić to tempa i akcji, do jakiej zostaliśmy przyzwyczajeni wcześniej. Lekkość pióra autorki i dość swobodny ton wypowiedzi bohaterów sprawił że znów czytało się ją szybko i przyjemnie. Nie było już rozwlekania i powrotu do przeszłości. Udało nam się poznać nawet kilku bohaterów bardziej szczegółowo. Dużym zaskoczeniem  na przykład było poznanie przeszłości samej Rhiannon i sytuacji, która ukształtowała ją w określony sposób. W pewnych momentach czytelnik potrafi nawet zrozumieć jej zachowanie i zły charakter. A to jest dość zaskakująca nowina, gdyż do tej pory nie było przedstawione nic pozytywnego w stosunku do jej osoby. 

Wielu bohaterów nowych się nie pojawiło, w większości to postacie, które poznaliśmy w poprzednich tomach. Plusem, jest jednak to, iż każda z nich zawiera jakieś magiczne predyspozycje, które sprawiają, że całość jest iście bajkowa. Dopełnieniem jest oczywiście fabuła z elementami mitologicznymi i indiańskimi legendami. Wszystko  to sprawia, że to fajnie wykreowany świat fantastyczny.

Minusem może nie do końca, ale pewnym niedociągnięciem była nasza główna bohaterka. W szczególności jej sposób wyrażania się, który zupełnie nie pasował do czterdziestoletniej nauczycielki. O ile w poprzednich tomach lubiłam tę lekkość i swobodę, tak tu mnie trochę ona drażniła. Sprawiała, że Shannon odbierałam momentami jako głupiutką nastolatkę z burzą rudych loków.

Trochę zaskakujące dla mnie były obrzędy odprawiane przez Rhiannon. Strasznie brutalne i odpychające, które automatycznie spowodowały, że odbiorcami tej części zdecydowanie powinny być osoby pełnoletnie. Momenty te w pewien sposób zakłóciły mój całościowy odbiór tej pozycji, ale nie na tyle by jej wam nie polecić. Ja osobiście lubię takie bajki, więc dla mnie jest jak najbardziej okej i zdecydowanie sięgnę po kolejne tomy. Jednak nie jest to pozycja dla wszystkich, więc proponuje rozważnie po nią sięgać. Ten młodzieżowy styl pisania autorki trzeba polubić, bo czytelnikowi który nie przepada za taką swobodą będzie ewidentnie raził i zakłócał odbiór fabuły.

Jeżeli miałabym ją ocenić to części pierwszej dałabym pięć punktów, części drugiej siedem, czyli średnia dla tej serii to dobra szóstka. Życzę wam miłego spotkania z postaciami z Parthalonu. Obecnie na długie jesienne wieczory ta pozycja jest jak znalazł. Poniżej umieszczę jeszcze linki z podobnymi pozycjami, jak kogoś zainteresuje ta:

1. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Karmazynowa korona" Cinda Williams Chima ( seria Siedmiu Królestw)
2. P O L E C A N E K O B I E T O M : "L E G E N D A " Nora Roberts
3. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Wyspa trzech sióstr" Nora Roberts
4. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Czarodziejskie więzy" Nora Roberts



niedziela, 27 października 2013

"Do utraty tchu" Cherrie Lynn

Kolejne miłosne opowiadanie na samotny wieczór. Szybko się czyta, gdyż historia i bohaterowie są wciągający, ale równie szybko się o niej zapomina. Jedna z wielu obecnie popularnych wydań. 

Skoro jednak przeczytałam, to pokrótce opowiem wam co w środku można znaleźć. Na pewno historia bardziej mi się podobała niż w części pierwszej.  To zasługa charakterów, które zostały przypisane głównym bohaterom. Ona poukładana, opanowana i poprawna, zupełne przeciwieństwo jego. Jest ostatnią kobietą, z jaką chciałby się związać. Jeden wieczór sprawia, że nie potrafią o sobie zapomnieć. I choć mija pół roku odkąd ostatni raz się widzieli, coś ich ku sobie nadal ciągnie.

Jest takie powiedzenie, że czas rany leczy, ale każdy potrzebuje bodźca który sprawi że w to uwierzy. Tak też było w przypadku Macy, tylko Seth do niej dotarł. Tylko on przebił się przez grubą powłokę strachu pod którą chowała się od wypadku. Tylko on zauważył jej maskę, którą wkładała dla otoczenia. A przecież wymarzyła sobie innego faceta. Ten, w żaden sposób nie powinien przykuć jej uwagi.

Podobnie było i z nim. Taka dziewczyna jak Macy, zupełnie nie była w jego typie, a wręcz typ ten unikał jak tylko mógł. Raz się sparzył i do tej pory nie potrafił o tym zapomnieć. Zupełnie nie wierzył, by ktokolwiek znalazł  w  nim coś dobrego. Tatuaże i kolczyki to była jego maska, za pomocą której, za wszelką cenę starał się oddzielić od swego brata bliźniaka.

Ale przed przeznaczeniem nikt nie ucieknie, a z obserwacji wiem, że spotyka nas w najmniej spodziewanym momencie. Tak też było i w przypadku tej dwójki. Obydwoje potrzebowali pocieszenia i towarzystwa, a los się do nich uśmiechnął. Oczywiście nic w życiu nie dostajemy za darmo, a oni będą musieli zawalczyć o swoje szczęście.  I to od nich będzie zależało, co z tą niespodziewaną szansą zrobią.

Jak dla mnie to była prosta opowieść. Jak na klasyczne romansidło przystało.  Historia dwójki zakochanych, miłość, pożądanie, namiętność, czego można chcieć więcej? No właśnie jeżeli zadaniem jej ma być rozluźnienie i zapewnienie rozrywki, to jak najbardziej ona się nada. Głębszych jednak prawd raczej nie ma się co doszukiwać. Daję jej sześć punktów i życzę miłej lektury.

Podobne pozycje znajdziecie poniżej;

3.   Gina L. Maxwell "Edukacja kopciuszka"

wtorek, 15 października 2013

"Dziewięć Żyć Chloe King" Liz Braswell

Po tą książkę  sięgnęłam przez czysty przypadek. Czytałam niedawno Angelfall tego samego wydawnictwa i myślałam, że ta będzie podobna. Niestety ubolewam nad tym, ale to nie jest pozycja dla mnie. Przyczyna jest bardzo prosta, aczkolwiek ciężko mi się do niej przyznać. Skierowana jest ona do znacznie młodszych ode mnie osób, szczególnie nastolatek. Poza całkiem  fajną historią, nie znalazłam dla siebie nic. 

Moje szesnaste urodziny już dawno minęły. Wtedy patrzyłam na świat zupełnie inaczej. Aczkolwiek, nie byłam tak otwarta jak główna bohaterka, ale zdecydowanie zależało mi na zabawie i chłopakach rzecz jasna :-). Wtedy, ta książka byłaby dla mnie stworzona. Niestety musiałam zadowolić się tylko filmem o kobiecie kot z Halle Berry, który swoją drogą ma wiele wspólnych wątków.  

Przede wszystkim tematyka, w przypadku obu pozycji dziewczyna posiada zdolności kota. Co prawda inaczej je nabywa, ale skutek jest ten sam. Nie będę wam jednak ich porównywać, gdyż film powstał przeszło dziewięć lat temu i w telewizji puszczany był już kilkanaście razy, więc większość z was się na niego natknęła. 

A wracając do książki, to uważam, że całkiem fajnie jest napisana. Krótkie rozdziały i prosty, plastyczny język, sprawiają, że strony lecą jedna za drugą. Poza tym całkiem fajnie jest stopniowane napięcie. Po przeczytaniu pierwszego tomu nawet ja miałam więcej pytań niż odpowiedzi. To tylko kilka takich główniejszych spostrzeżeń, które nasuwają mi się na gorąco po przeczytaniu. 

I choć tematycznie nie jest ona skierowana do mnie, chyba będę musiała zapoznać się z drugim tomem jej przygód. Zastanawiam się jak ma się serial, który powstał na podstawie tej książki. Muszę znaleźć jeden przynajmniej odcinek i porównać. Zazwyczaj to książka wypada lepiej, ale może tym razem będzie odwrotnie. 

Przeszkadzała mi w książce tylko jedna rzecz. Zdecydowanie jako osoba dojrzalsza nie popieram propagowania palenia papierosów, które pojawiło się u głównych bohaterów. Też byłam młoda i też popalałam, ale wiedziałam, że robię źle. Tu natomiast nie ma żadnego negowania takich czynów. Tu jest po prostu stwierdzenie faktu oczywistego, a przecież większość czytelników stara się utożsamiać z bohaterami. A jej odbiorcy, to w większości młodzież, która jest w takim wieku najbardziej podatnym na wpływy. Fajnie, że nie ma wulgarnego słownictwa, ale te papierosy mnie jakoś raziły.

Plusem jest na pewno okładka tej książki, natomiast zupełnie nie rozumiem, dlaczego pierwszy tom nosi tytuł Upadła, ale pewnie będzie to wyjaśnione w kolejnym tomie.

Gdybym przeczytała ją kilka lat temu dałabym jej mocne osiem punktów, natomiast tylko ze względu na wiek daję jej siedem. 


niedziela, 13 października 2013

"Obudzone pragnienia" Sylvia Day

To już któraś z kolei książka tej autorki, która w żaden sposób mnie nie zawiodła. Nie przeczytałam jeszcze takiej, która by mi się nie podobała, więc, dochodzę do wniosku, iż książki spod jej pióra mogę brać w ciemno. Nie ważne czy są one bardziej współczesne, czy bardziej historyczne. Ta oczywiście jest przykładem romansu historycznego, z dużą dawką namiętności i wspaniałą przygodą. Ale Cross jest osadzony w świecie współczesnym, a dla niej nie stanowiło to żadnego problemu.

Jej książki przedstawiają historię w stu procentach dopracowane. Każdy detal, każdy szczegół idealnie do siebie pasuje i jest na swoim miejscu. Podczas czytania człowiek całkowicie zatraca się w historii, i nic, poza otoczeniem zewnętrznym nie jest go w sanie rozproszyć. Po części, to zasługa prostego języka, który odpowiednio wpisuje się w realia książkowe, a po części to sama fabuła i odpowiednio wkomponowane sytuacje. Sceny erotyczne oczywiście występują, i to jak na romans historyczny w dość dużej ilości, ale stanowią dopełnienie opisywanej historii i samych bohaterów.

Jak ja się cieszę, że światopogląd naszego społeczeństwa poszedł stanowczo do przodu, szczególnie mam tu na myśli rolę kobiety w małżeństwie, która sprowadzała się do podporządkowania mężczyźnie, nie wyrażania swych opinii i przede wszystkim rodzenia jak największej liczby dziedziców. Kobieta była traktowana dość przedmiotowo. Tak właśnie dorastała nasza główna bohaterka Jessika, której ojciec w dzieciństwie nie stronił od szpicury, którą wymuszał posłuszeństwo. Dorosła jako idealna arystokratyczna dama, zamknięta szczelnie w swej skorupie. Pragnienia swe zmuszona była chować przed światem, i choć przez siedem lat była małżonką nie otworzyła się przed nikim. Codziennie wkładała maskę idealnej żony i damy. W skrytości wspominała jednak pewną sytuację, której była świadkiem i która miała ogromny wpływ na jej dalsze losy.


To wtedy właśnie zobaczyła przystojnego kawalera Alistera, który uprawiał seks z zamężną kobietą za pieniądze. W tamtym okresie był to czyn niegodny dżentelmena, którym publicznie nie wypadało się chwalić. Ale to wtedy między nimi wytworzyła się niepisana więź, która towarzyszyła im w cieniu przez kilka lat.

Dopiero po siedmiu latach, gdy ona została wdową i nieświadomie wkroczyła na jego statek dawne pragnienia powróciły. Znajome przyciąganie dało o sobie znać ze zdwojoną siłą. On, który potajemnie się w niej kochał przez tyle lat, postanowił w końcu podbić jej serce. W ciągu jednego rejsu udało mu się nie tylko zdobyć jej miłość, ale sprawił że Jessika zaczęła dostrzegać swe pragnienia, otworzyła się i zaczęła głośno i zdecydowanie mówić o swych potrzebach.

Oczywiście podróż ta nie tylko Jessice wyszła na dobre. Nasz przystojniak wyszedł z niej także z nagrodą i życiowym doświadczeniem. Nie będę wam jednak opisywać całej przygody, gdyż naprawdę warto ją przeczytać. Nie wspomniałam także o siostrze Jessiki i jeszcze jednym mężczyźnie, których losy także mogą przykuć waszą uwagę. Osobiście daję jej mocnych siedem punktów i życzę miłej lektury. Poniżej jeszcze tylko kilka podobnych pozycji i do następnego razu :-)

1.  P O L E C A N E K O B I E T O M : Dotyk złodziejki Mia Marlowe


niedziela, 6 października 2013

"Reguły Uległości" Gina L. Maxwell

Czasami od początku mam wrażenie, że pozycja po którą sięgam mi się spodoba. Podobnie było i z tą książką.  Widząc samą okładkę, już wiedziałam, że jest ona dla mnie. Uwielbiam szpilki nie niebotycznie wysokich obcasach. Te wprost zapierają dech w piersi. Już za ten fakt, bez otwierania dostała ona ode mnie kilka punktów. 

Doskonale pamiętam pierwszą część tej serii, gdzie na okładce widniał taki babciny kapeć. Tam, historia opisana była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Fajna, prosta opowieść, którą polubiłam od początku.   Jeszcze przed zajrzeniem do tej, miałam nadzieję że nie będzie gorsza.

I o dziwo, (ostatnio zdarzają mi się mało ciekawe drugie tomy) ta podobała mi się bardziej od części pierwszej. Podobnie jak w poprzedniczce fabuła jest prosta i nieskomplikowana, język również, ale sami bohaterowie i historia do mnie przemawiają bardziej.

Zarówno Jax jak i Vanessa są osobami po przejściach. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż rzadko można spotkać kogoś, kto nie zaznał nigdy smutku, przykrości lub rozczarowania. Im także w pewnym momencie rzucono kłody pod nogi. Byli na tyle twardzi, że się podnieśli, ale każdy w środku nosi swe blizny, które czasami się otwierają i krwawią. 

Vanessa, by poradzić sobie z nimi stworzyła swoje zasady, którymi notorycznie się ubezpiecza, nie pozwalając mężczyznom zbliżyć się do siebie. Jej spotkania z nimi zamykają się maksymalnie w trzech dniach i jest to relacja czysto fizyczna, bez żadnych zbędnych emocji. Nie dopuszcza do sytuacji w których może nie mieć kontroli i możliwości decydowania. Większość swego czasu poświęca pracy prawnika. 

Jej totalnym przeciwieństwem jest Jackson, zawodnik MMA, który na hawajskiej wyspie znalazł właśnie spokój. Mimo że poświęca wiele czasu na serfowanie i oddawanie się lenistwu, udaje mu się także połączyć to z zarabianiem pieniędzy i odpowiedzialnością. Nie ma panicznej obsesji do sprawowania kontroli, więc od pierwszego momentu jest zauroczony piękną Vanessą. Jak mówi porzekadło, przeciwieństwa się przyciągają.

Oczywiście Jax będzie musiał dwoić się i troić, by zmiękczyć serce Vanessy. A niewątpliwie będzie robił to z wielkim wdziękiem. Nie zdradzę chyba tajemnicy, pisząc iż cała przygoda skończy się happy endem, gdyż jest to przykład klasycznej historii harleqinowej. Ale warto tę pozycję przeczytać, szczególnie polecam osobom, które lubią komedie romantyczne, gdyż zabawnych sytuacji i dialogów zdecydowanie tu nie zabraknie. Świetnie się ona nada na poprawienie humoru i zapewni rozrywkę w nudny, samotny wieczór. Ograniczeń wiekowych nie przewiduję, choć powinny je czytać raczej osoby dojrzałe, gdyż znaleźć tu można kilka scen erotycznych, zresztą jak w każdym romansidle. Daję jej siedem punktów i zachęcam do lektury. Poniżej jeszcze tylko lista kilku podobnych lektur i do następnego postu :-)

3.   Gina L. Maxwell "Edukacja kopciuszka"
     

czwartek, 3 października 2013

"Wezwij mnie" Julie Kenner

I oto kolejna pozycja która potwierdza regułę, iż druga część wypada gorzej niż pierwsza. O ile w jej poprzedniczce podobał mi się styl i fabuła, to ta jest po prostu nudna.  Gdzieś zniknął charakter Nikki, stała się mdła i niezdecydowana. Ciągle tylko płacze i podkula ogon. Nie taką ją zapamiętałam z poprzedniej części.

O ile pierwszy tom miał jakąś fabułę, o tyle tutaj 90 procent zawartości stanowi seks. Szczególnie pierwsze pięćdziesiąt stron. Niektórzy pewnie stwierdzą, że to normalne, bo to literatura erotyczna, ale uwierzcie czytałam zdecydowanie lepsze pozycje z tego gatunku, z którego również można napisać coś ciekawego. Przynajmniej ta seria tak się zapowiadała, ale niestety nie ten tom. 

Podobna sytuacja odnosi się do samych bohaterów, którzy tym razem też nie zachwycają. Zarówno Damien jak i Nikki zagubili gdzieś po drodze pewność siebie. Są oddani sobie, kochają się ze wszystkimi swoimi bliznami, ale to za mało. W żaden sposób nie przykuwają uwagi, a momentami wręcz zanudzają. Brak interesujących postaci drugoplanowych nie poprawia tej sytuacji.

Strasznie razi w oczy całokształt, jako kopia grey`owych opowieści. Nawet korespondencja między nimi jest zerżnięta. A to się rzuca w oczy, gdyż lepiej wypadła ona jednak w oryginale, a nie wiele tam rzeczy wypadło ciekawiej.

Kolejnym jak dla mnie minusem tej pozycji jest okładka. Zupełnie do mnie ona nie przemawia i gdybym nie wiedziała że to druga część serii Starka nawet bym na nią nie spojrzała. Pierwszym moim wrażeniem gdy ją zobaczyłam było zniesmaczenie, pomyślałam że to krew na pościeli, dopiero gdy się przyjrzałam dociekliwiej, okazało się, że jest to szal użyty do krępowania.

Jeżeli interesuje was treść, to nie wiele dalej się posunęło. Obraz już został namalowany, milion zapłacony. Pierwsze bariery przekroczone i tajemnice ujawnione. Prasa nie daje im spokoju. 

Nie wiem co więcej mogłabym wam powiedzieć, gdyż męczyłam się czytając ją. Dla mnie nic ciekawego się nie wydarzyło. Dała bym jej tylko cztery małe punkty i chyba nie zachęcam was do przeczytania.

Podobne pozycje;  
1. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Uwolnj mnie" Julie Kenner
  

czwartek, 26 września 2013

NIECZYSTA Megan Hart

 ...Bo nie mam siebie aż tak dużo,
żeby móc dać trochę komuś innemu...

To już kolejna książka tej autorki, która mną wstrząsnęła. Początek był nudny i nieciekawy. Momentami zastanawiałam się, czy jej przypadkiem nie zostawić. Ale cieszę się że tak nie uczyniłam.  Kupiłam ją z przekonaniem, że to literatura erotyczna, ale po przeczytaniu jej nie jestem do końca o tym przekonana. Oczywiście są sceny erotyczne dość  odważnie nakreślone, ale ta książka ma również głębsze podłoże, bardziej psychologiczne.  Po przeczytaniu jej człowiek zastanawia się nad swą własną przeszłością i jej wpływem na nasze obecne życie.

Cieszę się, że Megan Hart wybiera dość kontrowersyjne, ale jakże realne tematy, dotykające najgłębszych zakamarków naszej psychiki. Zmusza nas do refleksji i przemyśleń nad własną osobą. Myślałam, że "Trzy oblicza pożądania" to jej najlepsza książka, ale ta pobiła ją o głowę. Czytając ją zaznaczyłam kilka ciekawych sentencji, za pomocą których postaram się wam zobrazować treść i jej walory literackie. 

... różowy skrawek skóry sprawia, że każdy mężczyzna traci rozum. Wszystkie mamy te same części ciała, my, kobiety, a mimo to każdy facet, z którym byłam, patrzył na mnie tak, jakby w życiu nie widział nagiej kobiety. W naszych ciałach drzemie moc, której mężczyźni nie znają. Każda z nas ma sekretne, ukryte miejsca, które pragną nieustannie odkrywać. Kobiece ciało jest kluczem do tajemnicy krwi i życia, nie tylko źródłem przyjemności... W żaden sposób nie można z tym polemizować. Tylko trzeba znaleźć w sobie wiarę, by w to uwierzyć. Bo o ile natura zadbała o krew i życie, o tyle własne ciało musimy same zaakceptować. A jak to się stanie, żaden facet nie będzie patrzył na nas, jak na zbitek przypadkowych części. Z tym właśnie boryka się nasza bohaterka. Przed laty molestowana przez starszego brata, obwiniana o jego śmierć przez własną matkę traktuje swoje ciało jak towar. To za jego pomocą udaje jej się choć na chwilę zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości. Nie angażuje się w żadne relacje uczuciowe. Nie ma przyjaciół. Wieczory spędza samotnie w czterech ścianach swego mieszkania. Dla niej wszystko jest białe, albo czarne.

O ile zgadzam się z nią w stwierdzeniu: Seks nie jest niczym złym. Seks to dar, to przyjemność, możliwość którą mamy na wyposażeniu, coś czym możemy się cieszyć, co możemy pielęgnować i z czego możemy korzystać. To brak relacji między ludzkich stanowi w jej przypadku straszną barierę. A przecież jest i druga strona medalu, ludzie nie mogą się tak po prostu bzykać. Prędzej czy później jedna albo druga strona angażuje się emocjonalnie. Nie jesteśmy stworzeni do tego, aby oddzielać seks od miłości..  Ona też dochodzi do tego wniosku, gdy spotyka Dana. To dzięki niemu zaczyna mierzyć się ze swoją przeszłością. Dostrzega braki w swym dotychczasowym życiu. Podoba mi się strasznie ukazanie tej postaci przez autorkę. Jej przeżycia i sama próba pogodzenia się z rzeczywistością i tym co ją spotkało, jest tak skrupulatnie opisana. Z wszelkimi detalami...

Blizny są dowodem na to, że potrafimy przetrwać... Nie znam osobiście osoby, która nie ma żadnego pieprzyka, znamienia lub ranki. Nie jesteśmy idealni i nikt z nas nie ma idealnego życia. Każdemu z nas przytrafiają się i miłe i przykre rzeczy. Na tym polega równowaga. Aby docenić jedno musimy doświadczyć i tego drugiego. Oczywiście jedni w większym stopniu inni w mniejszym. Ale na to już poradzić nic nie możemy. Ważne jest aby walczyć o dobro, szczęście i miłość. Nie zamykać się na świat i ludzi. I chyba najważniejsze to nie stanąć w miejscu, i nie rozpaczać... Życie zmusza nas do ciągłej walki, więc dobrze mieć przy sobie bliską osobę, na barkach której możemy się wesprzeć w chwili zwątpienia.

Z czystym sumieniem polecam tę pozycje dojrzałym kobietom. Naprawdę warta jest przeczytania i przemyślenia. Po lekturze, większość z was zastanawiać się będzie jak doświadczenia z przeszłości wpłynęły na wasze dotychczasowe życie. Dla mnie zasłużyła ona na osiem punktów i życzę miłej lektury..

Podobne pozycje literackie:
1. P O L E C A N E K O B I E T O M : WBREW ZASADOM Samantha Young
2. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Zakręty Losu" Agnieszka Lingas - Łoniewska
3. P O L E C A N E K O B I E T O M : "Piekło Gabriela" Sylvain Reynard
4. Trzy oblicza pożądania Megan Hart

niedziela, 15 września 2013

PRAGNIENIE WYZWOLONE Larissa Ione

Powoli udaje mi się nadrobić zaległości czytelnicze. Dziś także pozycja, która swą premierę miała już kilka miesięcy temu. Przeszło rok tomu przeczytałam pierwszy tom tej serii "Rozkosz nieujarzmiona" dotycząca Edilona i Tayli. W tym tomie spotkamy kolejnego z braci lekarzy, a mianowicie pierwsze skrzypce przejął Shade i jego partnerka Runa. Oczywiście tom ten jest jak najbardziej oddzielną historią, ale polecam czytać od początku, czyli od części pierwszej. Jak najbardziej główny wątek jest inny, natomiast w tle historia ciągnie się dalej. Pojawiają się nowe ale również i te znane już postacie, które uzupełnione są o dalsze dzieje. Poza tym świat stworzony przez autorkę jest dość skomplikowany, z wieloma wykreowanymi postaciami i założeniami, więc można coś ważnego pominąć. Dlatego też druga część stanowi dopełnienie pierwszej.

Jeżeli jesteśmy przy świecie naszych bohaterów, to dla mnie osobiście był on momentami lekko chaotyczny. Fajnie, że są nowe stwory i demony, tylko w pewnych sytuacjach za dużo nowości zrzucano od razu. Może gdybym czytała obie książki po sobie, to nie miałabym luk w pamięci. Niestety między wydaniem jednej a drugiej minęło przeszło rok. Więc co nieco mi się zapomniało. Nad pewnymi momentami musiałam się zastanawiać...

Niezmiernie lubię fantastykę, gdyż przenosi ona nas w świat bajki i magi, dlatego też medyczny świat demonów urzekł mnie już od pierwszej części. Skoro istnieje szpital dla ludzi, dlaczego nie miałby istnieć szpital dla demonów. Pomysł na fabułę fajny, sposób opowiedzenia tej historii również. Dzięki prostemu językowi czyta się szybko i z niezmiernym przejęciem. Tylko te nazwy demonów, momentami ciężkie do wymówienia i zapamiętania. Ale wizja autorki naprawdę ciekawa. Cieszę się, że udało jej się przelać w postacie szeroką gamę uczuć i emocji. Przykładem jest Shade, które w jednej chwili potrafi być miły i opiekuńczy, by w następnej wbić igłę prosto w serce.  Potrafi być człowiekiem, ale w obronie swej partnerki i rodziny staje się bezwzględnym zwierzęciem.

A skoro o Shad`e mowa to warto wspomnieć też o jego partnerce Runie, która urodziła się jako człowiek, a po ugryzieniu wilkołaka została pół demonem zarażonym wirusem lykanotropii. By być ze sobą razem, będą zmuszeni pokonać wiele przeciwności.  Tak naprawdę to wszyscy będą przeciwko nim. A wybranie jakiejkolwiek drogi nie  prowadzi do szczęśliwego zakończenia. 

Obok bohaterów pierwszoplanowych, nie zabraknie postaci pobocznych, którzy stanowią świetne dopełnienie tej dwójki. Spotkamy się ponownie z Edilonem i Taylą, poznamy bliżej Gem i Kynana, no i oczywiście nie zabraknie Wraighta, który jak na razie jest dla mnie najciekawszym demonem. Wszystkie postacie stanowią wielki zbiór charakterów, z którego każdy czytelnik może wybrać sam z kim się utożsamić i komu kibicować.

Oceniając tą pozycje warto również wspomnieć o zjawiskowej okładce, przed którą nie można przejść obojętnie. Przyciąga uwagę i kusi jednocześnie. Dla zwolenników romansów paranormalnych ta pozycja jest jak znalazł. Trafnie ocenia ją napis na okładce jednej z czołowych pisarek fantasy Nalini Singh "To mroczna, seksowna i niebywale intrygująca opowieść trzymająca w napięciu od początku do końca." Daje jej 7/8 punktów na skali dziesięciopunktowej i polecam.

Poniżej jeszcze lista podobnych pozycji:
1. Larissa Ione "Rozkosz nieujarzmiona"
2. Lara Adrian, autorka cyklu Rasa Środka Nocy
3. Gena Showalter, autorka serii Władcy Podziemi
4. Ivy Alexandra, autorka serii Strażnicy Wieczności

wtorek, 10 września 2013

Darynda Jones "Drugi grób po lewej"

Pierwszym tomem tej serii rozpoczęłam przygodę z tym blogiem. Druga część przypada na pięćdziesiątą siódmą opisaną przeze mnie książkę.  Czy to dużo na dziesięć miesięcy? Nie za wiele, ale też nie za mało. Ostatnio mam pod górkę z czasem i książką, więc ciężko mi coś opisać, ale obiecuję częściej, niż obecnie zamieszczać posty. 

A wracając do tej pozycji, to muszę przyznać, iż pierwszy tom nie wywarł na mnie spektakularnego wrażenia. Był poprawny i ciekawy. Ta część mnie jednak zaskoczyła na plus. Do samego końca autorka trzyma w napięciu i zaskakuje prawie na każdym kroku. O zakończeniu zupełnie nie wspomnę. Już się nie mogę doczekać, do listopada, by sięgnąć po dalszą część.

Nasza główna bohaterka Charley Dawidson jest nieobliczalna, zabawna i zaskakująca. Jej cięty język i sarkastyczne riposty wprowadziły indywidualny klimat do tej pozycji, nadając jej niepowtarzalny charakter. Do tego ciekawi przyjaciele i jeszcze bardziej zagadkowi wrogowie tworzą niecodzienną historię.  Jak ktoś lubi fantastykę to ta pozycja jest zdecydowanie dla niego.  Ale uwierzcie, nie zabraknie tu również sensacji i oczywiście romansu, gdyż jest to połączenie wielu gatunków literackich.

Pod względem wiekowym sugerowałabym sięgnąć młodzieży dojrzałej, gdyż momentami język jest dość wulgarny. Kobietom dojrzałym raczej ta pozycja też nie przypadnie do gustu. Natomiast powinna się podobać niektórym mężczyznom, ale im radzę sięgać na własną odpowiedzialność. Sam klimat i cały wątek zawęża również grono czytelników, gdyż nie wszystkim spodoba się wątek kostuchy. Do tego okładka zdecydowanie może odstraszyć od siebie kolejny segment czytelników. Jak dla mnie to jedna z tych gorszych okładek.

A co do treści, to całkiem fajnie opowiedziana ciekawa historia. Pierwsza część była swego rodzaju przyzwyczajeniem się do stylu pisania autorki. Tu już mnie on tak nie drażnił, a wręcz był jak na miejscu. Zabawny, lekki i zaskakujący, podobnie jak i sama postać naszej bohaterki. Podobał mi się fakt potraktowania dość poważnego tematu, jakim jest śmierć w dość zabawny sposób. To dobra książka na rozluźnienie po ciężkim dniu, momentami dialogi wprost rozkładają na łopatki.

Polecam. Ja daję jej siedem punktów na możliwych dziesięć i życzę udanej lektury.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Jedna noc z bohaterem Laura Kaye

Kolejna lekka lektura o żołnierzu Sił Specjalnych. Pierwszą już wam opisałam, więc teraz druga część. Utrzymana oczywiście na tym samym poziomie co jej poprzedniczka, więc jeżeli czytałyście pierwszą część, to w tej nic nowego i ciekawego się nie pojawiło. To prosta i lekka lektura na jeden wieczór.  Do przeczytania i zapomnienia. I nie sięgania po nią następnym razem.  

Chyba już trochę za dużo klasycznych romansideł i stąd się bierze mój taki sceptycyzm do tej pozycji. Ale dla kogoś, kto lubi proste, uczuciowe historie ta książka zdecydowanie trafi w jego upodobania.

Główna bohaterka Joss wychowana w domach zastępczych, żyje w przekonaniu, że nikomu na niej nie zależy. Stara się być twarda, chowa się pod maską zbuntowanej dziewczyny, a wewnątrz siebie skrywa wielce zakompleksioną osobowość. Jej wielkim marzeniem jest założenie rodziny. Pewnego dnia w parku spotyka przystojnego żołnierza, który od pierwszego momentu wywarł na niej ogromne wrażenie. Tego samego dnia uprawiają jeszcze ze sobą jednorazowy seks i każde odchodzi w swoją stronę. 

 Następnego dnia rano, naszego głównego bohatera budzi walenie w ścianę. Jak na ironię, okazało się iż jego osobistym budzikiem jest sąsiadka z mieszkania obok, o dziwo dziewczyna z którą zaliczył niezapomniany seks poprzedniego wieczoru. Brady, który do tej pory uprawiał seks tylko z nieznajomymi, zmuszony jest do zrewidowania swych poglądów. Wszakże przez najbliższe dwa lata będzie ją widywał codziennie, a czuje do niej nieodparty pociąg. Oczywiście byłoby to za proste, gdyby naszego żołnierza nie dręczyły jego własne demony z przeszłości. Wychowany przez ojca, który po śmierci matki popada w alkoholizm i wyżywa się na swych dzieciach, szczególnie na starszym synu, Brady, żyje w przekonaniu, że jest taki sam jak ojciec i nie zasługuje na dom, rodzinę i miłość.

I oczywiście jak to w bajkach bywa los wybrał za nich. Okazuje się że prezerwatywa nie jest takim stu procentowym środkiem antykoncepcyjnym, i nasza główna bohaterka po trzech tygodniach dowiaduje się że jest w ciąży. Każde z nich zmierzy się z tą sytuacją po swojemu, by w końcu założyć szczęśliwą rodzinę. Bo oczywiście, nie zdradziłam żadnej tajemnicy pisząc, iż skończy się to happy endem, bo niby jak by się miało skończyć. 

Te proste opowieści podobają mi się pod tym względem, iż każda niesie ze sobą przesłanie. Jedna wyraźniejsze i bardziej sprecyzowane, inne mniej ważne, ale zawsze jakieś. W tej na uwagę zasługuję stwierdzenie: "Trzeba odwagi, by dorosnąć i stać się tym, kim naprawdę jesteś."  I nie ważne, czy masz dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat. Dla mnie ta pozycja zasłużyła na pięć punktów w skali dziesięciopunktowej. Poniżej jeszcze tylko kilka linków do podobnych pozycji i miłej lektury życzę:

4.   Gina L. Maxwell "Edukacja kopciuszka"

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

ANGELFALL Susan Ee

To książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nie znalazłam w niej żadnych niedoskonałości i niedociągnięć. Na samym początku mogę już powiedzieć, że dostaje ona ode mnie dziesięć na dziesięć możliwych punktów i niezaprzeczalnie polecam, gdyż godna jest zapoznania. To najlepsza pozycja fantasy o aniołach, jaka wpadła w moje ręce.

Do tej pory, poza upadłymi aniołami, istoty te traktowane były jako głosiciele słowa bożego. Ubóstwiane przez ludzi i sztukę stanowiły wzór do naśladowania. A tu proszę takie zaskakujące, odmienne podejście. O upadłych aniołach na pewno słyszeliście, wszak sam szatan był kiedyś aniołem. Więc występowanie ich zupełnie nie powinno wzbudzić sensacji. Natomiast anioły, które stanowią postrach dla społeczności, które zniszczyły ziemię i zabijają ich mieszkańców. Anioły, które prowadzą eksperymenty na bezbronnych, tworząc bliżej niesprecyzowane demony, a to wszystko w imię Boga, istoty które niosą śmierć i zniszczenie to zupełna nowość.

A tak właśnie autorka przedstawia początek końca świata w mieście San Francisco. Tylko początek, bo przecież dopóki istnieje choć jedno życie na Ziemi świat się nie skończy i zawsze trwać będzie nadzieja, jeżeli oczywiście nie zapomnimy. Tak samo jak autorka nie da o sobie zapomnieć, gdyż w planach jest jeszcze cztery części tej historii.  Ale już po tej mam niedosyt i z niecierpliwością czekam na drugi tom.

Sięgając po tę pozycję musicie się jednak przygotować na dość odważne i przede wszystkim realne sceny. To nie jest tylko romans, choć kilka elementów zawiera, to zdecydowanie sensacja połączona z horrorem i fantastyką. Pełna napięcia i niespodziewanych zwrotów akcji. Do tego występujący podmiot liryczny w pierwszej osobie sprawia, że  bez najmniejszego problemu mogłam się z główną bohaterką utożsamić.  Wczuć w jej postać i osobiście odbierać jej doświadczenia. 
 
A choć ma dopiero siedemnaście lat, to na swych barkach dźwiga sporą odpowiedzialność. Opiekuje się matką schizofreniczką i młodszą sparaliżowaną siostrą. A bardzo ciężkie to zadanie, gdy na każdym rogu czai się śmierć, a ocalała reszta ludzi potrafi zabić za kawałek batonika. Wszystko się zmienia i komplikuje, gdy pewnej nocy anioły porywają jej siostrzyczkę. A ona aby móc ją ocalić będzie musiała zaufać swemu największemu wrogowi _ aniołowi. 

Razem z Rafem, będzie zmuszona pokonać wiele kilometrów. I jak się okaże dla każdego z nich będzie to droga bogata w doświadczenia. Penryn, by odzyskać siostrę będzie musiała powierzyć dowodzenie Rafowi, natomiast on, by odzyskać obcięte skrzydła, zmuszony będzie do udawania człowieka. Dla żadnego z nich nie będzie to przyjemne.

Nie będę wam jednak opisywała tej historii, bo jaki sens będzie miało wtedy czytanie. Po prostu musicie sami przeczytać, by móc ocenić. Fani fantastyki  na pewno się nią nie zawiodą. A reszta będzie musiała sama zdecydować, czy po nią sięgnąć. Nie polecę wam innej podobnej książki, gdyż takowej nie czytałam, ale mam nadzieję że niedługo to się zmieni. Udanej lektury życzę...

sobota, 17 sierpnia 2013

"Dotyk łajdaka" Mia Marlowe

Gdy sięgałam po tę część już wiedziałam, czego mogę się spodziewać. I oczywiście się nie zawiodłam. Ta pozycja utrzymana jest w identycznym stylu jak jej poprzedniczka. Lekka lektura na samotny wieczór, to określenie bardzo trafnie oddaje jej charakter. Styl pisarki jest bardzo łatwy w odbiorze, więc kto po nią sięgnie na pewno się nie zawiedzie i mile spędzi czas. Wymogiem koniecznym jest zamiłowanie do romansu historycznego, gdyż niewątpliwie pod tę kategorię należy ją podpiąć.

Całość napisana jest prostym językiem do tego niewyszukane słownictwo sprawiają, że szybko pochłania się kolejne strony. Ciekawa historia również zachęca do zapoznania się z nią. Fabuła trzyma w napięciu do samego końca, a do tego w trakcie doświadczyć możemy kilku ciekawych zwrotów akcji. Mimo że osobiście średnio przepadam za tą kategorią, sprawiła mi ona przyjemność, a czas który poświęciłam na zapoznanie się z nią nie uważam za stracony. 

Plusem na pewno jest humor, którego w tej pozycji nie zabraknie. I nie mam na myśli tylko zabawnych dialogów między głównymi bohaterami, ale również należy pod to podpiąć humor sytuacyjny. To zabawna komedia ze szczęśliwym happy endem.

Jeżeli o bohaterach mowa, to zarówno Julianne jak i Jacob, ujmują mnie swą osobowością. Zabawni, otwarci, inteligentni i przede wszystkim rzeczywiści, przykuwają do siebie uwagę czytelnika. Do tego wpleciony wątek nadprzyrodzony, sprawia że całość to ładnie opakowane opowiadanie dla kobiet. Bo jeżeli o uczuciach mowa, to faceci raczej takich książek unikają, natomiast dla kobiet to podstawa. A książka ta emocjami jej przepełniona.
  
Julianne, młoda wdowa, która pragnie odzyskać dobre imię swego męża, po dwóch latach żałoby zaczyna cieszyć się z wolności i niezależności. Pragnie być panią własnego życia. Nie zamierza znowu stawać na ślubnym kobiercu. Powierzając zlecenie zatwardziałemu kawalerowi, który sypia tylko z kobietami zamężnymi, nie zdaje sobie sprawy że jej założenia na niewiele się zdadzą.

Bo to nie nowość, jeżeli powiem że serce zupełnie nie kieruje się rozumem i logicznymi tezami. A miłość potrafi nas niespodziewanie zaskoczyć. Tak właśnie było w przypadku naszego głównego bohatera. Jacob odkąd pamięta zadawał się tylko z mężatkami. Relacji łóżkowych nigdy nie mieszał z uczuciowymi. Wyznawał zasadę: sam sobie kapitanem i sam okrętem. Oczywiście w momencie poznania hrabiny, jego dewizy życiowe pękną jak bańka mydlana.

Nie będę wam opowiadać całej historii, bo cały urok straci czytanie. Na zakończenie mogę dodać że pierwsza część powiązana jest z obecną postaciami, więc to też wpływa korzystniej na odbiór. Do tego sceny erotyczne nie przesłaniają nam całej fabuły. Są dodatkiem, odpowiednio wplecione stanowią dopełnienie relacji emocjonalnej naszych  bohaterów, a nie przesłaniają całej fabuły. Z wielką przyjemnością sięgnę po trzecią cześć sagi "Dotyk Oszusta".

Poniżej linki do podobnych tematycznie pozycji:

  
  

czwartek, 15 sierpnia 2013

SPOD KOŁDRY Luke Bradbury

Na początku muszę stwierdzić, że bardzo długo zajęła mi lektura tej pozycji. Z jednej strony okres urlopowy sprawił, że musiałam odłożyć książki na bok. Z drugiej natomiast chyba mam już powoli przesyt literaturą iście erotyczną. Zaczynam być bardziej wymagającą czytelniczką, której zwykłe nazwijmy to bara bara już nie kręci i nie odpowiada.

Czytałam gorsze, czytałam lepsze, ta jest przeciętna. Nie przykuła na tyle mojej uwagi, bym nieustępliwie o niej myślała. Nie sięgałam po nią w każdej wolnej chwili, to też o czymś świadczy. Gdybym miała określić ją jednym słowem, to tak jak już wspomniałam wcześniej byłoby to słowa średnia.

Według mnie główny bohater, Luke, był za bardzo poprawny i poukładany. Momentami jego słodycz aż mdliła. Zawsze grzeczny, kulturalny, no i przede wszystkim przystojny. Zupełnie brak w nim autentyczności i realizmu. Pomijam zupełnie fakt, iż kobiety wolą facetów z pazurem, którzy potrafią wyrazić swoje zdanie. I nieważne, czy muszą za niego płacić czy nie. Faktem jest że lubimy być traktowane jak królowe, ale nie do przesady. Dla mnie osobiście całość była przesłodzona i za bardzo poprawna.

Oczywiście nie mam nic do zarzucenia całej historii. Zdecydowanie można ją kupić, a na pewno w nią uwierzyć. Tylko jak dla mnie jest ona niedopracowana. Prosty i niewyszukany język, sprawia że czyta się ją lekko i przyjemnie. Ale jak już wspomniałam wcześniej, obecnie na rynku jest masę takich historii, a ta nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym, by mogła przyciągnąć uwagę. 

Niestety jako całość zupełnie nie zaskakuje. Ciągnie się jednostajnie bez żadnych zwrotów akcji i napięcia. Przeskakujemy od jednej postaci kobiecej do następnej, mając jedynie za punkt zaczepienia naszego Luka, który nie utrzymuje na sobie całej uwagi.

Szczerze, od biedy można przeczytać, ale zupełnie nie spodziewajcie się rewelacji. Dla mnie zasłużyła ona tylko na pięć punktów w skali dziesięciopunktowej.  Z tego co się zorientowałam, to ma wyjść jeszcze dwie kolejne części, może w nich coś się wydarzy. Tyle tylko, że ja nie wiem, czy po nie sięgnę. Będę to musiała porządnie przemyśleć.

sobota, 3 sierpnia 2013

"Głos pożądania" Eric Mouzat

Jak napisał krytyk literatury erotycznej: aby książka sprawiała przyjemność musi łączyć przynajmniej trzy główne zalety, które powinna posiadać dobra powieść erotyczna:
- pasjonująca i prawdopodobna opowieść
- styl
- emocje erotyczne.
W swoich rozważaniach pozwolę się podpiąć pod te trzy tezy i szybko je streszczę.

Po pierwsze nie mam nic do zarzucenia odnośnie stylu. Powieść ta podzielona jest na cztery głosy, więc możemy z różnej perspektywy spojrzeć na daną sytuację. Jest krótka i napisana przystępnym, prostym językiem, co jeszcze korzystniej wpływa na styl. I to chyba koniec jej zalet.

Po drugie emocje erotyczne występują, jeżeli podepniemy pod nie ilość scen erotycznych. Bohaterowie bzykają się notorycznie z każdym z kim popadnie. Wyznają sobie na swój sposób miłość, której ja osobiście zupełnie nie rozumiem. Przypuszczam, że jak 60 procent naszego społeczeństwa, jestem w tym przedziale wyznającym zasadę monogamii. Więc ten rodzaj miłości zupełnie do mnie nie przemawia.

I po trzecie, ani ta opowieść nie była pasjonująca, ani tym bardziej prawdopodobna. Czytałam już o lesbijkach i gejach, ale na transwestytów do tej pory nie udało mi się natrafić. I spotkanie ich w tej książce, też nie jest zbyt sympatyczne. Rozumiem doskonale, że każdy człowiek, w ramach różnic indywidualnych, posiada odmienne preferencje seksualne, a rzadkie upodobania nie powinny być traktowane jako patologię tylko po prostu odmienność. Tylko niestety, książki robią się coraz bardziej niesmaczne i wulgarne. Tak jest i z tą pozycją.
Nie polecam wam zupełnie tej pozycji. Kosztowała mnie ona ponad trzydzieści złotych, które uważam za stracone. Nie wspomnę już o czasie, który poświęciłam na jej przeczytanie. Jeżeli ktoś szuka poradnika erotycznego, to może kilka pozycji go zaskoczy. Niczego innego w niej nie znajdziecie. 

Tak naprawdę, to należy mi się uznanie, że dobrnęłam do końca. Momentami było naprawdę ciężko. Mam nadzieję, że nie żyję w bańce mydlanej, otoczona własnymi poglądami, a moi sąsiedzi lub znajomi doświadczają takich sytuacji. Bo czego ci ludzie będą pragnąć, za dziesięć, dwadzieścia lat? 

Nie zamierzam się dłużej rozwodzić nad tą pozycja, bo szkoda mojego czasu na pisanie, a waszego na czytanie. Po prostu po nią nie sięgajcie. Ja daję jej tylko trzy punkty i niestety uważam czas poświęcony na nią za stracony. Poniżej jeszcze tylko kilka podobnych pozycji, których należy unikać:

środa, 31 lipca 2013

Sylvia Day "Mąż, którego nie znałam"

Zupełnie z innym typem twórczości kojarzyłam tę pisarkę. Jak dla mnie to jej znakiem rozpoznawalnym jest seria o Crossie. I jeżeli mam być szczera, to niestety tej pozycji nie udało jej się pokonać. Jest poprawna, lekka i wciągająca, ale zupełnie ten klimat do mnie nie trafia. Romans historyczny to rodzaj literacki, z którym do tej pory utożsamiałam kobiety starsze, zamężne z gromadką dzieci. I tak jest też w tym przypadku. Chyba nawet nie powinnam porównywać tych dwóch różnych książek, bo choć wyszły spod tego samego pióra, to jednak więcej ich różni niż łączy.

Akcja tej książki wciąga od początku. Nie jest też długa, więc bardzo szybko się ją czyta. Bohaterowie przykuwają do siebie. Zarówno Isabel jak i Greyson są postaciami dynamicznymi o dość impulsywnych charakterach i otwartym spojrzeniu na związek. Małżeństwo, które ze sobą zawierają to obustronna umowa, z korzyścią dla każdej ze stron. O żadnych uczuciach, poza przyjaźnią nie ma w nich mowy. On ma swoje kochanki, ona swych kochanków. Wszystko się zmienia, gdy nagle jedna ze stron zmienia dotychczasowe warunki umowy.

Rozkręca się akcja, pojawiają się intrygi, robi się o wiele ciekawiej. Nawet sceny erotyczne są  dość odważne w przypadku tego gatunku. A ich  plusem jest zdecydowanie dopełnienie fabuły, a nie całkowite jej zdominowanie. Do tego dość zabawne dialogi, między głównymi postaciami, przyciągają do siebie czytelnika, i jako całość stanowią poprawną opowieść.

Przystojny i arogancki Greyson zacznie walczyć o względy swej pięknej małżonki, przy okazji sam będzie musiał pokonać w sobie demony przeszłości. Czy wybaczy i pozwoli sobie na szczęście obok żony? Czy to tylko chwilowe zauroczenie czymś niedostępnym? Rudowłosa Isabel będzie miała spory dylemat, gdy mąż powróci po czterech latach, nie tylko odmieniony zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Zapragnie czegoś, czego nigdy nie chciał, a czego ona nie sądziła że jeszcze posiada. Powolutku zacznie kruszyć jej zatwardziałe serce, rozpalając w niej ogień pożądania.

Oczywiście doczekamy się szczęśliwego happy endu, jak to w większości literatury dla kobiet jest. Bo kto chce czytać o nieszczęśliwej miłości, złamanych sercach i niespełnionych marzeniach. Z natury większość kobiet jest romantyczkami, które w mężczyźnie szukają księcia z bajki. Jeżeli sięgniecie po tę pozycję, to przekonacie się, że nasza główna bohaterka jest taka sama. Z zewnątrz gra twardą, nowoczesną kobietę, a w sercu jest zagorzałą romantyczką.
To opowieść na samotny wieczór, na poprawienie sobie humoru, na rozładowanie się, ale zdecydowanie dla tych, których ten typ literatury interesuje. Ja daję jej sześć punktów i mogę powiedzieć, że jest ok. Poniżej jeszcze linki do podobnej literatury:

niedziela, 28 lipca 2013

WBREW ZASADOM Samantha Young

 Bardzo miłym zaskoczenie dla mnie była ta pozycja. Ostatnio wpadały mi w ręce mało ciekawe książki. Już myślałam że autorzy się wypalili i trzeba będzie szukać nowego wątku w literaturze. Bo ile można czytać o tym samym. A tu proszę taka perełka. Gdy tylko przebrnęłam przez pierwsze dziesięć stron, wiedziałam, że to pozycja dla mnie. 

Przede wszystkim realizm całej sytuacji. Od początku do końca jestem w stanie w tę historię uwierzyć. Prosta, realna i niewyszukana. Nasza główna bohaterka po stracie całej rodziny w wypadku samochodowym, a następnie rok później najlepszej koleżanki, nie dopuszcza do siebie nikogo. Nikomu nie opowiada o sobie i tym samym nie zmusza nikogo do zwierzania jej się. Cierpi na syndrom stresu pourazowego, czyli na zaburzenie, które może wystąpić u każdej osoby, która przeżyła stratę fizyczną bądź, co częściej się zdarza, emocjonalną. Oczywiście, na początku nie dopuszcza do siebie takiej myśli. W momencie gdy zaczynają pojawiać się ataki paniki, zawsze wini kogoś innego. A że owe ataki pojawiają się, gdy poznaje sąsiada i brata współlokatorki, ma świetnego kozła ofiarnego.

Jak się jednak sami przekonacie Jocelyn z Bradenem tworzą wspaniałą parę, którą od samego początku nie da się nie lubić. Uparty Szkot, który zawsze dostaje wszystko czego chce i zamknięta w sobie dziewczyna, która będzie musiała przebyć bardzo długą drogę, by znaleźć własne "ja", przykuli mnie do siebie bez najmniejszego problemu. Podobnie jak cała ta sytuacja, tak i oni sami są tacy realni. Momentami miałam wrażenie, iż cała akcja toczy się gdzieś obok mnie. I gdyby nie wtrącane od czasu do czasu zagraniczne miasta i ulice, nie stanowiłoby to większego wysiłku intelektualnego by sobie to wyobrazić.

Jeżeli o postaciach mowa, to wspaniałym dopełnieniem dla dwójki głównych bohaterów były pary Adam i Ellie oraz James i Rhian. Ich losy były tak poprzeplatane z losami Jocelyn i Bradena, że stanowiły jedną całość. Bez najmniejszego problemu mogliśmy śledzić dzieje tej pary, która nam najbardziej przypadła do gustu.

Obok realizmu sytuacji i postaci na pewno nie zabraknie w całej tej historii dramatyzmu i niespodziewanych zwrotów akcji. I nie mam na myśli tylko głównych postaciach. Szczęście i smutek czy radość i zmartwienie dotknie każdego z nich. I jak to przystało na realne postacie, każda z nich inaczej będzie do tego podchodzić i inaczej to odbierać. Każda ze swoim bagażem doświadczeń będzie musiała dokonać własnego rachunku sumienia, by móc zrobić krok naprzód.

Skoro o realizmie już wspomniałam, to warto też dodać, że całość książki napisana jest prostym językiem. Co ma zasadniczy wpływ na jasność i przejrzystość odbioru. Natomiast komiczne i zabawne dialogi między postaciami, rozluźniają momentami iście napięte sytuacje. Postronny obserwator, widzący mnie podczas czytania tej lektury, zauważyłby na mojej twarzy szereg uczuć się na niej malujących. I nie byłby to tylko uśmiech, który oczywiście gościł najczęściej, na pewno nie zabrakłoby zaskoczenia, strachu czy zwyczajnego smutku.

Jak dla mnie osobiście to przykład typowej powieści psychologicznej, wypełnionej po brzegi emocjami. Do tego konkluzja, jaka wyłania się po przeczytaniu trafia chyba do każdego. Bo nie ma na świecie osoby, która by w swoim życiu nie straciła kogoś bliskiego. Tak jesteśmy ukształtowani. Rodzimy się, żyjemy i umieramy. Ważne jest aby strata nie budziła grozy, a była źródłem wiedzy i mądrości. Powinna nauczyć nas, abyśmy nie lękali się, że jutro może nigdy nie nadejść, ale byśmy żyli pełnią życia, jakby godziny umykały równie szybko co sekundy. Strata powinna nauczyć nas, abyśmy cenili tych, których kochamy, nie robili niczego, czego moglibyśmy później żałować, i radowali się jutrem niosącym ze sobą wspaniałe perspektywy. Bo chyba nie odkryję nowości, pisząc że rzeczą prostą i naturalną jest lękanie się życia, natomiast czasami najdzielniejszą jaką możemy uczynić, jest cieszenie się tym, co mamy.

Z czystym sumieniem polecam wam te pozycję. Czas, który poświęcicie na jej przeczytanie nie będzie na pewno czasem straconym. Ja daję jej dziesięć punktów i umieszczam w swojej prywatnej biblioteczce bestselerów. Poniżej jeszcze tylko linki do książek o podobnym znaczeniu literackim:

1.    P O L E C A N E K O B I E T O M : "Piekło Gabriela" Sylvain Reynard
2.    P O L E C A N E K O B I E T O M : "EKSTAZA GABRIELA" Sylvain Reynard
3.    P O L E C A N E K O B I E T O M : Pokuta Gabriela" Sylvain Reynards
4.    P O L E C A N E K O B I E T O M : OSTATNIA SZANSA Samantha Young
5.    P O L E C A N E K O B I E T O M : Samantha Young "Cofnąć czas"